Author | |
Genre | poetry |
Form | poem / poetic tale |
Date added | 2025-03-29 |
Linguistic correctness | - no ratings - |
Text quality | - no ratings - |
Views | 26 |

W Ochotniku, niegdyś miejscu pięknym i radosnym,
Gdzie sąsiad z sąsiadem dzielił chleb i czas,
Zapanowała nienawiść, jak cień zimnym pyłem
Przysłaniając słońce, co kiedyś lśniło w nas.
Nie ma już ławeczek przy płocie, gdzie siadywały
Matki z dziećmi, starcy z fajkami w ręce.
Zamiast śmiechu słychać tylko gorzkie słowa,
Plotki i pomówienia sieją mrok w ludzkiej męce.
Zastygły serca, twarde jak kamień,
Jakby nikt nie pamiętał, co to współczucie,
Gdzie się podziały te dawne czasy,
Gdy każdy miał dla bliźniego otwarte uczycie?
Sąsiad z sąsiadem nie zamienia słowa,
Jakby ogień sporu rozdzielił ich dłonie.
Tam, gdzie kiedyś wspólnie pożyczano cukier ?
Teraz są tylko puste spojrzenia, żal w tonie.
Brak miłości, brak zrozumienia,
Podział rozrasta się jak cień między drzewami.
Nie ma już tańców, ani śmiechów swawoli,
Tylko głosy kłótni dzwonią między nami.
Gdzie się podział ten szacunek,
Co niegdyś rządził w sercach i w głowach?
Ludzie odwróceni plecami, zamknięci w sobie,
Jakby od dawna nie było już Boga w słowach.
Nie ma spotkań, ani rozmów przy bramach,
Zamiast radości, tylko krzyk i gniew.
NoDawno zapomniano, jak to jest być człowiekiem,
Co bliźniemu podał pomocną dłoń w potrzebie.
Serce z kamienia nie słyszy już prośby,
Nie widzi łez, nie czuje bólu drugiego.
Zapodziała się gdzieś miłość, wiara w dobro,
Jakby czas zapomniał o człowieczeństwie naszego.
A przecież życie to tylko chwila,
Krótki oddech w długiej drodze czasu.
Nikt już nie docenia tych chwil bezcennych,
Każdy tylko spogląda z zazdrością i strachu.
Wioska Ochotnik co się z tobą stało?
Gdzie te ławeczki, gdzie ten wspólny śmiech?
Czy potrzeba kubła zimnej wody,
Aby ludzie przebudzili się ze snu bez serc?
Gdzie Bóg, który niegdyś prowadził,
W miłości, jedności, w każdej drodze?
Czy potrzeba powrotu do dawnych dni,
Abyśmy znów odnaleźli człowieczeństwa drogę?
Ochotnik, tu niegdyś była dobroć,
Tu miłość do drugiego była prosta jak chleb.
Teraz tylko puste ulice, podzielone serca,
Zamknięte domy, zamknięte na siebie dłonie.
Trzeba nam Boga, by znowu zakwitły
Te proste chwile, które były jak kwiaty.
Jedno życie mamy, jedno serce w piersi,
Niech rozkwitnie miłość, która teraz w cieniu straty.
Bo przecież ludzie, przecież sąsiedzi,
To więcej niż spór, to więcej niż gniew.
Jest w nas jeszcze nadzieja, choć schowana w głębi,
Że miłość wróci i wypełni serca treść.
Gdzie się podziali dobrzy ludzie ?
Gdzie miłość, co była jak świt po nocyn?
Niech spadnie na nas deszcz Bożego miłosierdzia,
Byśmy znów odnaleźli drogę do prawdy i mocy.
W Ochotniku zapanował smutek,
Ale nadzieja jeszcze tli się w nas.
Bo choć serca mamy z kamienia dziś,
Wystarczy iskra, by zapalić je raz.